Kryzys szaleje na całego. Niższy niż zakładany wzrost PKB spowoduje dziurę w budżecie. Rząd PO i PSL nie chce do tego dopuścić więc raz po raz rzuca różne pomysły badając, jak rynek i Polacy na nie zareagują. Zbliżające się wybory do Europarlamentu najwyraźniej zniechęcają rządzących do trudnych decyzji już teraz.
Dziś pojawiła się informacja, że rząd planuje podnieść składkę rentową (ubezpieczenia na wypadek niezdolności do pracy) wpłacaną do ZUS. Dziś wynosi ona 7 proc., bo poprzedni rząd PiS-LPR-Samoobrona obniżył ją z 13 proc., co miało i podniosło realne pensje pracowników oraz zmniejszyło koszty dla pracodaców. Zastanawia mnie jednak, jak składka do ZUS, odprowadzana przez każdego pracującego na jego prywatny cel ma pomóc załatać dziurę i brak środków np. na armię czy budżetówkę. Rząd najwyraźniej po raz kolejny wyciąga rękę po nieswoje pieniądze. Skoro 7 proc. wystarczało na wypłacanie rent więc dlaczego ma być podniesione i dlaczego podwyżka ma iść nie do ZUS tylko gdzieś indziej? Jeśli 7 proc. to za mało dlaczego nie mówimy, że musimy podnieść składkę bo brakuje na renty? Ktoś tu coś kręci niezłe lody na tych składkach najwyraźniej.
Druga sprawa, która mnie bulwersuje to fakt, że na takie działania decyduje się partia, która od zawsze chciała być kojarzona z wolnym rynkiem. Czy była minister Zyta Gilowska w tak znienawidzonym i krytykowanym, socjalistycznym i antyrynkowym rządzie PIS-LPR-Samoobrona była bardziej liberalna i prorynkowa niż obecny rząd? Obniżenie składki rentowej było zagraniem czysto marketingowym, mówili wtedy o tym wszyscy analitycy. Twierdzili, że tak na prawdę nic nie da. Co zatem da podwyżka?
PS.
Ciekawa wypowiedź pana Schetyny w programie „Młodzież kontra czyli… pod ostrzałem” na temat ZUS, pokazujący różnicę między programem wyborczym, przekonaniami a działaniem polityków.
Ostatnie komentarze